Każde wspomnienie
o zabawie przyprawiało Martina o mdłości. Poczucie winy? Ale dlaczego? Był
świadom, że w życiu może oszukiwać wszystkich wokół, ale sumienia nigdy nie
oszuka. Teoretycznie nie zrobił żadnej większej krzywdy Liamowi, ale w praktyce
czuł się winny jego śmierci. Gdyby tylko mógł się cofnąć w czasie z pewnością
podjąłby jakikolwiek krok, aby uchronić chłopaka przed utratą życia.
Zniesmaczony Martin wstał z łóżka i przyjrzał się swojemu odbiciu w popękanym
lustrze. Nie wyglądał tak źle jak mu się wydawało. Być może wczorajszego
wieczoru było gorzej, więc nic dziwnego, że Alison tak się przestraszyła… No
właśnie. Alison. Chłopak po raz kolejny poczuł skurcz w żołądku, a nie do końca
znał jego przyczynę. Usiadł na skrawku pościeli i zaczął myśleć. Nigdy nie miał
dziewczyny. Poprawka. Nigdy nie traktował jakiejkolwiek dziewczyny na poważnie.
Był przekonany, że nikt nie będzie chciał zagościć w jego żałosnym życiu na
dłużej. A właściwie czym Alison miałaby się różnić od reszty? Jest twardą
osobą, ale na ten moment Martin postanowił nie obciążać ją nowymi faktami.
Głuchą ciszę, która panowała w jego pokoju przerwał dzwonek telefonu.
– Policja wpadła
na lekcję francuskiego! Zabrali Alison na przesłuchanie! – rozległ się
rozhisteryzowany głos Chucka. Po tej wiadomości Martin poczuł się jakby ktoś
wylał na niego kubeł zimnej wody. Jakim prawem zabrali ją z lekcji? A co ważniejsze,
dlaczego akurat ją? Przecież Alison jest ostatnią osobą, która skrzywdziłaby
kogokolwiek! Ona chce mu tylko pomóc… Ostatnie czego chce Martin to wpakować tę
dziewczynę w kłopoty. W drodze do auta wyobrażał sobie tylko przerażoną
dziewczynę. Jeśli będą ją przepytywać w sprawie Liama czy będzie w stanie
skłamać? W drodze na komisariat Martin złamał co najmniej dziesięć przepisów
drogowych, ale to nie do końca miało dla niego znaczenie.
Gdy tylko wysiadł
z auta dojrzał ją. Siedziała samotnie na ławce, która znajdowała się po
przeciwnej stronie komisariatu. Jej długie, ciemne włosy fruwały na wszystkie
strony świata z powodu silnego podmuchu wiatru. Martin z daleka dostrzegł jej
smutne spojrzenie. Czy już jest po wszystkim? Chłopak bez zastanowienia przyciągnął
dziewczynę do siebie i mocno ją objął. Pomimo zaskoczenia, nawet nie
zaprotestowała. Chciał, aby przez chwilę poczuła się bezpiecznie.
– Co się stało? –
wychrypiał. Nie do końca tak chciał zacząć rozmowę, ponieważ wolałby najpierw
przeprosić ją za swoje wczorajsze zachowanie, ale sytuacja tego wymagała.
– Nie wiem po co
tutaj przyszłam – odpowiedziała arogancko Ali. Martin ze złości przewrócił
oczami. Z tego zmartwienia zapomniał na moment, że Alison potrafi być bardzo
złośliwa.
– To nie jest
pora na żarty… – próbował jakoś wybrnąć z tej sytuacji, ale wyszło jak zwykle,
gdy chciał dobrze.
– Wczoraj też nie
była pora na żarty, Martin! Ciągle o tobie myślałam i o tym co ci się mogło
stać! Na początku byłam wściekła, stwierdziłam, że sam sobie z tym poradzisz,
jak ze wszystkim. Ale potem zaczęłam się zastanawiać dlaczego ty chcesz ze
wszystkim radzić sobie sam? – Martinowi trudno było powstrzymać mimowolny
uśmiech. Alison ciągle o nim myślała. Cholera! Sytuacja jest poważna, a on
skupia się na głupich sprawach.
– Przepraszam… –
tak rzadko używał tych słów, że aż ciężko mu przechodziły przez gardło. Alison
nic mu nie odpowiedziała na te słowa. Nastała krępująca cisza, Martin puścił
dziewczynę i starał się na nią nie patrzeć.
– Ktoś wysłał anonimową
informację, że warto ze mną porozmawiać o Liamie. Pytali mnie o relacje z nim…
Na koniec się dowiedziałam, że… w kieszeni jego spodni znaleziono bransoletkę…
zapytali czy ją rozpoznaję…. Czy wiem do kogo może należeć… – z trudem
powstrzymywała wybuch płaczu, ale miała do tego pełne prawo. Martin odczekał
krótką chwilę, aż Ali się uspokoi.
– Skłamałaś? –
spytał po cichu. Jedno pytanie wywołało rozhisteryzowany płacz, który zbierał
się już od dłuższego czasu. Martin czuł się jakby ktoś z niego żywcem zrywał
skórę. Po raz kolejny przytulił do siebie dziewczynę, tym razem chciał ją choć
odrobinę uspokoić. Zastanawiał się czy zwracali na siebie uwagę, a może po
prostu przypominali najzwyklejszą parę zakochanych, którzy się pokłócili i są w
trakcie godzenia się.
– To była moja
bransoletka… – wyszeptała mu do ucha.
– Miałaś ją na
sobie tamtej nocy? – zapytał od razu. Przecież to wszystko musiało jakoś się
ułożyć! Jednak Martin nie mógł ze swojej głowy wyrzucić opcji, w której ktoś
próbuje wrobić Alison. Po co ktoś miałby to robić?
– Tak, tylko że
ja sama wszystko pamiętam jak przez mgłę – oświadczyła chłopakowi.
– Ale przecież ty
nigdy wcześniej nie miałaś styczności z Liamem! – krzyknął Martin nieco
zirytowany. Ali natychmiast syknęła. Nie chciała, aby ktokolwiek podsłuchał ich
rozmowę.
– Kojarzyłam go…
– powiedziała cicho. Chłopak głęboko westchnął. Fakt, że Alison kogoś kojarzyła
nie zmieniał zbyt wiele.
– Dobra. W
porządku… – przez chwilę był kompletnie bezradny. Na tę chwilę nie mają
zielonego pojęcia co się stało tamtej nocy. Dojście do prawdy może im zająć
bardzo wiele czasu, a ile razy przez jego głowę przejdzie myśl, że może lepiej
by było gdyby poszedł na policję i przyznał się dla świętego spokoju do czegoś
czego jednak tak naprawdę nie zrobił.
– Pamiętam, że
Nina gdzieś mi zniknęła. Zaczęłam jej szukać, wtedy ją jeszcze miałam na sobie,
jestem tego pewna – próbowała sobie przypomnieć wszystkie szczegóły, ale mówiła
tylko o rzeczach, które Martin doskonale pamiętał, ponieważ bacznie obserwował
ją tamtego wieczoru. Chłopak doskonale wiedział gdzie i co robiła Nina, widział
jak Alison jej szuka.
– Uznajmy, że
przepadła na sali. Jedyne sensowne wytłumaczenie jest takie, że osoba, która
odkopała ciało maczała w tym palce – wyznał jej, a Alison tylko krótko
przytaknęła. Tylko kim jest ta osoba?
***
Wspomnienia
tamtej nocy często do niej powracały nocą. Nic nie miało dla niej sensu. Za
każdym razem próbowała sobie wszystko na spokojnie przemyśleć. Początek był
zawsze taki sam. Wszyscy się spotykają, witają, śmieją. Nagle zostaje się
zupełnie sama, a impreza staje się coraz gorsza. Im bardziej brnęła w te
wspomnienia tym gorzej się czuła. Usłyszała jak ktoś krzyczy „ZRÓBCIE COŚ, ONI
ZARAZ SIĘ POZABIJAJĄ”. Poczuła mdłości, ale wciąż próbowała sobie przypomnieć kto
to krzyknął. W niesamowicie szybkim tempie Alison znalazła się w łazience i
zwymiotowała. Ten dzień przyprawił jej wiele nerwów i nie mogła odnaleźć
sposobu na odstresowanie się. Wciąż myślała o tym, że policja szuka sprawcy, a
jeśli nic nie zdziała to niewinna osoba trafi do więzienia, a prawdziwy
morderca będzie na wolności. A co jeżeli dorwie ją? To wszystko z dnia na dzień
stawało się coraz bardziej skomplikowane. Zrezygnowana położyła się na swoim
łóżku. Powinna zacząć się uczyć na jutrzejszy test, ale kompletnie nie miała na
to siły. Nagle Alison podskoczyła na łóżku. Ktoś do niej dzwonił. Jakiś
nieznany numer. Drżącymi rękoma sięgnęła po telefon i odebrała.
– Alison? –
usłyszała męski głos, ale nie do końca wiedziała do kogo on należy.
– Tak? –
odpowiedziała nieco niepewnie.
– Proszę cię,
bądź za dziesięć minut na placu zabaw. To bardzo ważne – odezwał się mężczyzna
po drugiej stronie, a ona przez moment nie wiedziała co ma odpowiedzieć.
– Kto mówi? –
spytała się. Usiadła na swoim łóżku i zdrowy rozsądek wrócił w ułamek sekundy.
Przecież to jest rzecz o którą powinna zapytać od razu! Karcąc siebie w duchu
za chwilowe załamanie czekała na odpowiedź.
– Chuck. Czekamy
na ciebie – i rozłączył się. Ali trochę się zdenerwowała, że nie zdążyła
zapytać o nic więcej. Co prawda nie rozmawiała nigdy sama z Chuckiem, ale skoro
był przyjacielem Martina nie mógł zrobić jej krzywdy. W dodatku użył liczby
mnogiej, oni czekają. Czyli jest ktoś jeszcze. Nie mogła siebie samej oszukać,
że liczy, że tą drugą osobą będzie Martin.
Alison doszła na
plac zabaw w ekspresowym tempie. Pomimo ciemności, która panowała od razu
dostrzegła Martina, który siedział na huśtawce. Z daleka tego nie dostrzegła,
ale im bliżej się znajdowała tym dostrzegała więcej detali. Chłopak miał
niesamowicie roztrzepaną fryzurę, sprawiał wrażenie jakiegoś rozkojarzonego, a
w prawej dłoni ściskał butelkę od whisky.
– Alison! –
krzyknął wesoło, a na jego twarzy pojawił się niesamowicie szczery uśmiech. Tak
rzadko się uśmiechał, a wyglądał wtedy niesamowicie przystojnie.
– Gdzie jest
Chuck? – zapytała się, ponieważ nie mogła zlokalizować jego przyjaciela.
– Poszedł do domu
– odpowiedział beztrosko, po czym wziął potężnego łyka swojego trunku. Alison skrzywiła
się – Nie lubisz whisky?
– Preferuję
drinki – zgryzła wargę. Wolała nie drażnić Martina, gdy był w takim stanie, ale
ciężko było jej ukryć złość. Chuck kazał jej przyjść na plac zabaw, podczas gdy
sam poszedł do domu.
– Coś czuje, że
przez długi czas nie będę mógł poczuć smaku dobrej whisky, więc korzystam póki
mogę – oświadczył dziewczynie, która zszokowana spojrzała się na niego.
– O czym ty
mówisz?
– Nie oszukujmy
się, Ali. Pójdę do więzienia. Ktoś pęknie i powie, że to ja go zabiłem. A jak ja
mam niby udowodnić swoją niewinność? – kolejny raz przechylił butelkę whisky.
Alison pod wpływem chwili wyrwała mu ją z rąk i sama wzięła niewielkiego łyka.
Poczuła jak alkohol ją piecze w gardle, ale to uczucie przeszło dość szybko.
– Nie pójdziesz
do więzienia – powiedziała pewnym siebie głosem, co ją samą zaskoczyło. Nie
mają żadnego planu, ale w tym momencie była przekonana, że sobie ze wszystkim
poradzą.
– Nie mogę tam
iść! – krzyknął rozhisteryzowany i wstał. Ali automatycznie cofnęła się o krok –
Nie mogę być taki jak on – mówił załamany, a w jego oczach zaczęły lśnić łzy.
– Martin… –
Alison nie wiedziała co chciałaby mu powiedzieć, ponieważ kolejny raz tego
wieczoru nie miała pojęcia o czym Martin mówi. Przybliżył się do niej. Patrzała
się prosto w jego smutne oczy.
– Ty nic nie
wiesz – a po jego policzku spłynęła łza. Martin był od zawsze odważny, z
wiekiem sprawiał wrażenie twardego mężczyzny, którego nic nie wzruszy. Co
takiego się stało, że taki facet jak on płacze? – Może to i lepiej dla ciebie,
że nic nie wiesz.
– Jeżeli to
sprawi, że poczujesz się lepiej to powiedz mi to – powiedziała mu cicho do
ucha, po czym przytuliła się do niego. Czuła od niego odór alkoholu, ale
niezbyt specjalnie ją to odrzucało. Liczyło się dla niej tylko to, że Martin
potrzebował wsparcia w tym momencie.
– Pamiętasz jak
byliśmy dziećmi? – zapytał nagle. Uśmiechnęła się delikatnie, jakby miała tego
nie pamiętać? – Zniknąłem pewnego dnia, ponieważ straciłem wtedy kogoś ważnego.
Moja dwutygodniowa siostra straciła życie przez bezmyślność mojego ojca.
– Przykro mi… –
odpowiedziała natychmiast. Alison szczerze nienawidziła rozmawiać o takich
sytuacjach, nigdy nie wiedziała co ma odpowiedzieć. Potrafiła sobie wyobrazić
jak ogromny musiał być ból, ale co to miałoby dać Martinowi?
– Tydzień po tym
do drzwi naszego mieszkania zapukała policja, szukali taty. Jak się
dowiedziałem jakiś czas później zgwałcił on kobietę, zamordował ją i wywiózł
jej ciało na środek jeziora i uciekł drugą łódką ze swoim przyjacielem. Każdego
dnia zastanawiam się dlaczego skrzywdził on jakąś niewinną kobietę? Najpierw
moja siostra, a potem ta kobieta, a miesiąc wcześniej byliśmy wszyscy tacy
szczęśliwi!
– Nie miałam
pojęcia… Byliśmy tacy mali… Tak mi przykro, że musiałeś przejść przez ten
koszmar.
– Musiałem
przejść? Myślisz, że moje życie zmieniło się od tamtego czasu na lepsze? Ja
wciąż żyję w tym koszmarze.
Dzień dobry! Witam was wszystkich po przerwie!
Wróciłam po ciężkiej pracy pełna sił i nowych pomysłów. Wściekłam się, bo laptop, na którym miałam rozdziały umarł. Ale nic straconego, przecież można napisać od nowa. Straciłam cały mój plan wydarzeń. Trudno jest coś wymyślać, gdy coś już jest rozpoczęte, ale jakoś sobie poradziłam. Teraz wystarczy pisać rozdziały. Skupiam się teraz nieco bardziej na postaci Martina. Mam nadzieję, że go polubicie baaaaaaaardzo!
Nadrabiam wszystkie zaległości jakie mi się uzbierały przez ten miesiąc. Proszę was o cierpliwość, ponieważ mam także swoje prywatne życie. :)
Przez ten miesiąc zostałam nominowana do LBA, ale to postaram się ogarnąć przy kolejnym rozdziale, który pojawi się w przeciągu tygodnia! Odzywajcie się tutaj! Nie sprawdzałam rozdziału, więc wybaczcie mi wszelkie błędy
Pozdrawiam was wszystkich goooorąco! :*
Cześć!
OdpowiedzUsuńW końcu się doczekałam nowego rozdziału u Ciebie! Jest bardzo ciekawy!
Strasznie polubiłam relacje Martina i Alison! Fajnie, że Martin pojechał od razu na komisariat, gdy tylko się o tym dowiedział. Martwi się o nią :")
Ta jego historia na końcu... Przykre.
Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością! Życzę Ci dużo weny, jak i czasu na pisanie!
Pozdrawiam, Eunice
Cześć kochana!
OdpowiedzUsuńNawet nie wiesz jak się cieszę, że wracasz z nowym rozdziałem. Zdążyłam się już stęsknić za tą historią. :)
Wracając do rozdziału. Jak zawsze świetny i zaskakujący. Podoba mi się postać Martina. Świetnie go stworzyłaś. Nie dziwię się, że chłopak wciąż się o wszystko zamartwia, zazwyczaj jak ktoś ma ciężkie dzieciństwo, później jest wyczulony na pewne sprawy. Historia chłopaka mną wstrząsnęła, zrobiło mi się go strasznie żal. Ciekawie przedstawiłaś jego relacje z Alison, która swoją drogą jest moja druga ulubioną postacią.
Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału.
Pozdrawiam serdecznie i ściskam mocno. <3
Newtie (Black Angel)
Dzień dobry!
OdpowiedzUsuńJestem taka podekscytowana widząc nowy rozdział na blogu. Cały czas czytając go miałam wielki wyszczerz. Nawet przy tej końcówce, która była naprawdę, ale to naprawdę przykra. No cóż, co mam zrobić gdy podekscytowanie bierze górę nad moimi emocjami?
Rozdział naprawdę świetny. A Martin to naprawdę fajny człowieczek i jakoś z łatwością go polubiłam. :D
Naprawdę nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. Życzę naprawdę dużo weny, pomysłów jak i samego czasu na napisanie cudeńka.
Pozdrawiam i życzę miłego dzionka!
Hej,
OdpowiedzUsuńŁał... świetny rozdział. Umiesz trzymać w napięciu. Szczerze mówiąc zaczynam się co nieco domyślać. Jedno jest pewne: Alison będzie z Martinem. Nie żeby mi to przeszkadzało, bo bardzo go polubiłam.
Lecę czytać nowy rozdział :)
Pozdrawiam'
Kot